czwartek, 18 sierpnia 2016

Obejrzane filmy (6)


Po dramatycznym wypadku samochodowym, młoda kobieta odzyskuje przytomność w podziemnym schronie. Od mężczyzny, który się nią opiekuje, dowiaduje się, że nie tylko ocalił jej życie. Śmiercionośny atak chemiczny skaził Ziemię, czyniąc ją niemożliwą do zamieszkania. Zdezorientowana, przerażona kobieta decyduje, że musi wydostać się ze schronu, bez względu na to, co zastanie po wyjściu na ziemię.

Film zapowiadał się naprawdę ciekawie i już od pierwszych scen siedziałam jak na szpilkach obserwując główną bohaterkę. Od początku jesteśmy trzymani w napięciu i niewiedzy co tak naprawdę jest prawdą i czy faktycznie powierzchnia ziemi została skażona, czy też nasza bohaterka została zamknięcia w schronie przez psychopatę. Nie jest to horror, a thriller i moim zdaniem bardzo dobry thriller. Film niesamowicie mnie wciągnął, bo sama zmieniałam zdaniem chyba 100 razy na temat tego czy wspomniany w opisie mężczyzna faktycznie uratował jej życie, czy też nie. 3/4 produkcji jest świetna. Całkowicie bez zarzutów. Jednak jest to jeden z tych filmów, w których końcówka wszystko psuje. Nie wiedziałam czy mam być zła czy się śmiać z tego jak reżyser postanowił zakończyć całą historię. "Cloverfield Lane 10" polecam tylko w momencie, w którym przy końcówkę będzie przygotowani na mnóstwo kiczu. Nie wiem jak można zepsuć tak dobrą produkcję. 



Istnieją szczęśliwi single, nieszczęśliwi single i jest jeszcze... Alice. I Robin, Lucy, Meg, Tom oraz David. W Nowym Jorku roi się od singli poszukujących drugiej połówki — nieważne czy pragną miłości na całe życie, rozrywki na jedną noc, czy czegoś pomiędzy jednym a drugim. Tym, co łączy ich wszystkich, miotających się w gąszczu zaczepnych sms-ów i przygód na jedną noc, jest potrzeba zrozumienia, jak to jest tak naprawdę być singlem w świecie pełnym, stale ewoluujących definicji, miłości. Poszukiwanie szczęścia w mieście, które nigdy nie śpi dawno nie było tak ekscytujące...

Miałam ochotę na kolejną wesołą komedię i gdy zobaczyłam Rebel Wilson w obsadzie wiedziałam, że dzisiaj obejrzę "Jak to robią single". Niestety szczerze mówiąc się zawiodłam. Każda z bohaterek była za bardzo schematyczna, próbując przedstawić dany typ osobowości. Najbardziej jednak zdenerwował mnie fakt, który często pojawia się w amerykańskich filmach, otóż jak to łatwo jest pójść do łóżka z wybranym przez bohaterkę facetem. Wszystko szło za łatwo, a sama fabuła była dość oklepana. Zostały przedstawione plusy i minusy bycia singlem, aczkolwiek po całym filmie miałam wrażenie, że widziałam więcej tych negatywnych aspektów. Co spodobało mi się w tej produkcji i odróżnia ją od innych to na pewno zakończenie. Nie ma żadnego cukierkowego happy endu, a jest po prostu życie. Film do obejrzenia na jeden raz, raczej nie zamierzam do niego powrócić. 


Mała Dziewczynka zaprzyjaźnia się z ekscentrycznym staruszkiem z sąsiedztwa, który przedstawia się jako Pilot. Nowy znajomy opowiada jej o niezwykłym świecie, gdzie wszystko jest możliwe. Świecie, do którego dawno temu zaprosił go przyjaciel – Mały Książę. Tak zaczyna się magiczna i pełna przygód podróż Dziewczynki do krainy jej własnej wyobraźni i do bajkowego uniwersum Małego Księcia.

Oglądałam tą bajkę z moją bratanicą i byłam bardzo sceptycznie nastawiona do ekranizacji "Małego księcia". Chyba każdy z nas kiedyś czytał tę książka i wie, że niesie ona w sobie prawdziwie przydatne stwierdzenie i jest tak wzruszająca, że po prostu bałam się o los tej bajki. Niepotrzebnie. Zarówno ja, jak i moja bratanica inaczej odebrałyśmy ten film, ale jedno jest pewne. Jesteśmy zachwycone. Dla dzieci jest to piękna bajka, z jasnym przesłaniem i słodkim małym liskiem. Za to dla dorosłych jest to powtórne wzruszenie, ponieważ bajka w piękny sposób zobrazowała "Małego księcia", jego różę, jak i zwiedzanie innych planet. Wręcz ja sama się wzruszyłam bo nie spodziewałam się, że można to zrobić w taki sposób by zarówno dzieci jak i dorośli wynieśli z filmu puentę dla siebie. Polecam gorąco wszystkim, którzy czytali tę książkę i którzy chcą obejrzeć mądrą bajkę ze swoimi pociechami.


Zwierzogrodu nie można pomylić z żadnym innym miastem. Jest to jedyna w swoim rodzaju współczesna metropolia zamieszkiwana wyłącznie przez zwierzęta. W Zwierzogrodzie nie jest ważne, jakim stworzeniem jesteś - czy to największym z lwów, czy może malutką ryjówką. Możesz tam zostać kimkolwiek chcesz. Ale nie wszystkie marzenia spełniają się od razu...Gdy do miasta przybywa ambitna policjantka Judy Hops, szybko przekonuje się, że jako pierwszy królik zatrudniony w miejscowej policji, nie będzie wcale miała łatwego życia. Robi więc wszystko, by udowodnić swoją wartość (i zdobyć upragniony awans). Na jej drodze pojawia się jednak gadatliwy i chytry lis, Nick Bajer. Chcąc wykazać się za wszelką cenę, Judy przyjmuje sprawę, w której musi rozwiązać pewną kryminalną zagadkę. Jej partnerem w śledztwie zostaje nie kto inny jak wygadany i szczwany Nick… 

Tak, to kolejna bajka w tym poście i co muszę zaznaczyć kolejna DOBRA bajka. W tym przypadku mamy przygodę z królikiem-policjantem i lisem w roli głównej i muszę przyznać, że świat stworzony w tej bajce jest piękny. Bez okrucieństwa i podziału na drapieżniki i roślinożerców. Puenta od pierwszych chwil bajki też jest oczywista- możemy być tym kim chcemy jeżeli tylko się postaramy i będziemy w siebie wierzyć. Choć film przeznaczony jest dla dzieci to muszę przyznać, że też momentami parskałam śmiechem, a nasza główna para bohaterów była przeurocza. Oglądałam wiele bajek i muszę przyznać, że ta jest jedną z tych lepszych. Kolorowa, ze zwierzętami, pięknym przesłaniem i dużą ilością śmiesznych dialogów. Polecam z całego serca, bo tak jak przy bajkach często się nudzę, tak tę oglądałam z przyjemnością.


Oficer nowojorskiej policji Ralph Sarchie (Eric Bana) prowadzi dochodzenie w sprawie serii tajemniczych morderstw. Pomaga mu niekonwencjonalny ksiądz (Edgar Ramirez), który jest przekonany, że w sprawy są zamieszane siły nieczyste.

Szukałam z siostrą jakiegoś horroru z dobrą oceną do obejrzenia na wieczór i filmweb naprowadził nas na film z 2014 roku "Zbaw nas od złego". Jako fanka filmów grozy widziałam już wiele produkcji z tego gatunku i naprawdę mało jest filmów strasznych- większa część to niestety te komiczne, podczas których śmiejesz się z głupoty scenariusza i przewidywalności głównych bohaterów. Horror zaskoczył mnie bo i fabuła była dość ciekawa i samo pokazanie opętania było momentami naprawdę przerażające. Klimat filmu zasługuje jak najbardziej na plus. Polecam obejrzenie tej produkcji każdemu fanowi filmów grozy, bo w porównaniu z innymi nowymi "strasznymi" filmami, przy tym naprawdę możemy się bać.

6 komentarzy:

  1. Brzmi ciekawie, na prawde zachecilas mnie zeby go obejrzec, ale zeby bylo klimatycznie zostawie go sobie na wieczor. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zwierzogrod zas ogladalam wczoraj ciekawa bajka troche kryminalna, duzo smiechu z leniwcami i rodzicami uroczej Carrotki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scena z leniwcami to jedna z moich ulubionych :)

      Usuń
  3. Bylam w kinie na How To Be Single i film byl calkiem ok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że określenie "całkiem ok" dobrze oddaje ten film. Bez rewelacji :)

      Usuń
  4. Przy "Zwierzogrodzie" uśmiałam się jak głupia. :D
    "Mały książę" nie zachwycił mnie tak jak się spodziewałam, a "Zbaw nas ode złego" już średnio pamiętam, więc widocznie też nie było wielkiego "wow". Reszty jeszcze nie znam. :)

    OdpowiedzUsuń