sobota, 9 lipca 2016

TheBalm- paletka In theBalm of Your Hand


Dzisiaj parę słów o palecie, z którą nie rozstaje się już od ponad dwóch miesięcy. In theBalm of Your Hand pokazywałam Wam już w kwietniu przy okazji moich łupów. Postanowiłam wtedy zrobić sobie "mały" prezent i zajrzeć do stoiska theBalm w Douglasie. Przepadłam całkowicie. Nie wiedziałam na co się zdecydować, aż w końcu postawiłam na paletę ze wszystkimi miniaturkami kultowych kosmetyków tej firmy. Kupiłam ją za 189zł (wcześniej podobno kosztowała 245zł) i według producenta jej ważność wynosi 12 miesięcy, co według mnie może być trochę mało jak na zużycie nawet tych miniatur (aczkolwiek muszę zaznaczyć, że nie maluję się codziennie). Co tu dużo mówić, przejdźmy do konkretów:





Paletę dostajemy zapakowaną w tekturowe opakowanie, które ma identyczny wygląd jak cały kosmetyk. Osobiście nadal go używam, żeby paleta jak najdłużej trzymała się w dobrym stanie. Samo opakowanie jest bardzo solidne i zamyka się na magnez. Jest wykonane z bardzo grubej, odpornej na wgniecenia tektury. Czy muszę mówić jak bardzo oczarował mnie design opakowania? Składa się on z miniaturek niektórych produktów theBalm, które jak wszyscy wiemy, są przepiękne. W takim amerykańskim retro, kojarzącym się ze starymi reklamami. Klasa sama w sobie. Trafia to do mnie w 100 procentach. Muszę też zaznaczyć, że część w której znajdują się pomadki/kremowe róże otwierana jest osobno, co moim zdaniem jest bardzo dobrym rozwiązaniem, ponieważ używając cieni nie brudzimy sobie części kremowej. Plus dla theBalm za przemyślane opakowanie. Jak możecie zauważyć na zdjęciu, w środku znajduje się też lusterko bardzo dobrej jakości. Zobaczmy teraz jakie kosmetyki znajdziemy w środku: 


Hot Mama- mój letni ulubieniec. Jestem zakochana w tym różu. Jest to różowo-brzoskwiniowy kolor ze złotymi bardzo małymi drobinkami. Przepięknie wygląda na lekko opalonej skórze. Nie jest to żadna tandeta (oczywiście mówię o rozsądnej, normalnej aplikacji), a twarz wygląda niesamowicie zdrowo i dziewczęco.
INSTAIN (Argyle)- sama nazwa o ile dobrze podpowiada mi wujek google oznacza wzór w romby, który chyba nie wiele ma wspólnego z samym różem. Muszę zaznaczyć, że łatwo można sobie nim zrobić krzywdę. Jego pigmentacja powala. Jest to mocny i dość ciepły róż, taki trochę cukierkowaty kolor. 
CabanaBoy- z pewnością będzie to mój jesienny ulubieniec. Ciemny róż wpadający w fiolet. W opakowaniu widzimy małe drobinki, które na policzkach są całkowicie niewidoczne. Przepiękny kolor.
BahamaMama- jeden z najpopularniejszych bronzerów. Jestem w nim zakochana. Nie robi plam, ma dość chłodny odcień i idealnie stapia się ze skórą. Myślę, że zimą może być dla mnie nieco za ciemny, dlatego nie jestem pewna czy sprawdzi się u totalnych bladzioszków. 


Insane jane (shady lady vol. 2)- mam problem z określeniem tego koloru. Moim zdaniem jest to metaliczna szarość połączona z nutką zieleni. Cień nałożony na całą powiekę i rozblendowany wygląda przepięknie. Pigmentacja jest zadziwiająca. 
Mischevious marissa (shady lady special edition)- bardzo ciepłe, stare złoto. Ten cień szczególnie lubię łączyć z różnymi brązami. Myślę, że jesienią będę bardzo często go używać.
Sexy (nude'tude)-określiłabym ten cień jako ciemny brązo-burgund ze sporą nutą fioletu. Bardzo dobrze współgra z moimi szarymi oczami i podbija kolor tęczówki. Pigmentacja bez zarzutów i pojemność chyba nawet większa niż w NUDE'tude. 
Lead zeppelin (balm jovi)- ciemna, oliwkowa zieleń z drobnymi, złotymi drobinkami. To chyba mój ulubiony cień z ten paletki. Wygląda przepięknie na oczach i jest to dość niespotykany kolor. Na powiekach lubi zmieniać się w szarość w zależności do światła.
Mary-Lou Manizer- kultowy już rozświetlacz, znany wszystkim. Muszę przyznać, że naprawdę bardzo go lubię, ale jeżeli kogoś nie stać na taki wydatek to rozświetlacz z MySecret jest bardzo podobny (niedługo będzie o tym post). Piękny, szampański kolor, bez żadnych nachalnych drobinek. Używam go też często jako cienia na całą powiekę lub w kącikach oczu.


Caramel (how 'bout them apples?)- karmelowo-nudziakowy róż do policzków lub produkt do ust. Na ustach wygląda w porządku jednak nie czuje się dobrze w takich kolorach, dlatego niestety jest nieużywany. Jak tylko się bardziej opalę to wypróbuje go używać jako róż.
Mia Moore (theBalm girls)- przepiękny wiśniowy kolor. Na zdjęciu wyszedł zdecydowanie zbyt różowy. Bardzo ładnie wygląda na ustach.

Podsumowując- Jestem zachwycona całą paletą. Jest idealna na wyjazdy, ale też dla tych (takich jak ja), którzy przed kupnem pełnowymiarowego produktu chcą wypróbować miniaturki. Dużym plusem wszystkich kosmetyków tu zawartych jest ich wydajność. Bronzera używam od ponad dwóch miesięcy i zużycie jest znikome. Polecam tę paletę z całego serca, na pewno nie będziecie żałować!

3 komentarze:

  1. kiedys bardzo ją chciałam,potem jakoś mi przeszło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej, chciałabym ją mieć.<3
    I z pewnością kiedyś ją sobie kupię.:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, na pewno się nie zawiedziesz :)

      Usuń