niedziela, 6 stycznia 2019

Martyna Wojciechowska- "Przesunąć horyzont"


Liczba stron: 264
Data wydania: 23 września 2015
Wydawnictwo: Burda NG Polska (National Geographic Society)



OPIS:
Ta książka to nie tylko historia trudnej wspinaczki na najwyższą górę świata. To opis ekstremalnej podróży w głąb siebie – trwającej dwa miesiące walki Martyny z samą sobą i z nieprzewidzianym górskim żywiołem. Przede wszystkim jednak to opowieść o dziewczynie, która po ciężkim wypadku samochodowym i złamaniu kręgosłupa wyznaczyła sobie cel – zdobycie Mount Everestu. 

RECENZJA:
Zacznę od tego, że jestem wielką fanką Martyny Wojciechowskiej. Bardzo lubię jej programy i cenię sobie jej zdrowe i dojrzałe podejście do życia. Kto z Was ogląda „Kobiety na krańcu świata’?
Drugą sprawą, którą muszę poruszyć jest moja tymczasowa fascynacja wspinaczkami, polskimi himalaistami, ich historiami. Góry, nie powiem, przerażają mnie. Swoją wielkością i surowością. Pchnięta swoją ciekawością koniecznie chciałam przeczytać książkę dotyczą ciężkich wspinaczek, radzeniem sobie w tak ekstremalnych warunkach. Na półkach widziałam biografię Wandy Rutkiewicz, Jerzego Kukułki czy też niedawno wydaną książkę na temat Tomasza Mackiewicza. Jakież było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam wśród nich twarz Martyny Wojciechowskiej. Myślę sobie, że o jej życiu tak naprawdę nie wiem nic (Martyno prosimy o autobiografię), skoro nie wiedziałam nawet, że stanęła na Mont Everest. Teraz już wiecie skąd ten wybór lektury.
Pierwsze co rzuca się w oczy to ciężkość książki. Ma dość grube strony, co oczywiście bardzo sobie cenię. Wiem, że książka pozostanie ze mną w bardzo dobrym stanie na długo.
Dzieło Martyny jest swojego rodzaju reportażem, opowiadających o jej zmaganiach z górą Mont Everest, ale co jeszcze ciekawsze z tym co ją natchnęło do tej wyprawy. W mediach już od dawna nie mówi się o wypadku, w którym uczestniczyła ekipa Martyny. Ja sama niewiele o nim wiedziałam, a tym bardziej nie sądziłam jak ciężko przeżyła to sama dziennikarka. Od tego zaczyna się ta podróż na kartach książki i szczerze mówiąc nie mogłam się od nich oderwać. Czułam jakby siedziała obok mnie w kawiarni, z ciepłą herbatą w dłoni i opowiadała część swojego życia. Odkrywała się przede mną. 
No dobrze, ale co z tą wspinaczką? Książka opisuje przygotowania do podróży, lęk, aspekt rodziny i w końcu samą śmiertelnie trudną wyprawę dzień po dniu. Do ostatnich stron myślałam, że może jednak Martynie nie uda się wejść na Mont Everest za pierwszym razem. Książka stała się dla mnie czymś rodzaju trzymającego w napięciu thrillera, gdzie nie jesteśmy w stanie przewidzieć co matka natura dla nas przygotowała. Widać, że autorka ma wiedzę na temat innych himalaistów, często opowiada krótko historie szczęśliwie, czy też nieszczęśliwe innych wspinaczy. Naprawdę przyjemnie się to czyta.
Martyna jako dziennikarka naprawdę wie jak zwracać się do ludzi, żeby jak najbardziej ich zaciekawić. Czy wspominałam już o zdjęciach? Książka wypełniona jest zapierającymi dech w piersi zdjęciami, czy to gór, czy to wiosek czy też samej Martyny w różnych sytuacjach, z którymi musiała się zmierzyć po drodze.
Bardzo cieszę się, że jest to pierwsza książka, którą przeczytałam w 2019. Niesamowicie mnie zainspirowała to pracy nad samą sobą, nad swoimi słabościami i otworzyła mi okno na resztę dzieł związanych z tematyką górską.
Jak widać same dzisiaj ochy i achy, ale naprawdę myślę, że „Przesunąć horyzont” będzie jedną z najlepszych książek, które miałam w tym roku przyjemność przeczytać.
Interesuje Was taka tematyka? Koniecznie polećcie mi inne, podobne pozycje.
Trzymajcie się!

Ocena na lubimy czytać na dzień 06/01/19- 7.78/10